sobota, 29 sierpnia 2015

Porządkowanie cmentarza ewangelickiego w Rusinowie 29.08.2015

Grób katolicki na cmentarzu, zamordowanego w czasie II Wojny Światowej, w 1945 r. Estończyka, niemieckiego pochodzenia
 Groby na cmentarzu, niezidentyfikowane
 Wejście na cmentarz
Fragment ogrodzenia w betonowym fundamencie. Ogrodzenie niegdyś otaczało cmentarz w Rusinowie
 Nieznany nagrobek, brak tablicy
Cmentarz XIX wieczny w Rusinowie mieścił 40 grobów. Do roku 2009 zachowało się ich 15. Czas i ludzie zatarli po nich ślady. W 2014 r. Nadgoplańskie Towarzystwo Historyczne podjęło się pracy odkrycia historii tego miejsca.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Wielkopolanie w czasie "Potopu Szwedzkiego" 1655-1660 r.

Dnia 18 czerwca 1657 r. wojska szwedzkie wysadziły i spaliły zamek w Kruszwicy. Szwedzi wycofywali się z miasta, które już właściwie nie istniało. W złupionym i spalonym doszczętnie mieście ocalało zaledwie 8 mieszczan. Okupant nie podarował nawet Kolegiacie, którą także splądrował i ograbił ze wszystkich skarbów. Kiedy po dwóch latach okupacji Szwedzi opuszczali Kruszwicę, aby zabezpieczyć tyły spalili również oba mosty na Gople. Po drodze palili wsie i folwarki. Ziemia wkrótce porosła chwastami, po wiejskich chałupach i wiatraku pozostały zaledwie ślady, ruiny i zgliszcza. Wraz z opuszczeniem najeźdźcy zniknęły lub zostały spalone niemal wszystkie księgi i cała dokumentacja starostwa grodowego (ocalały zaledwie dwie księgi). Potopowi oparła się jedynie wieża.1

Do wojny między Rzecząpospolitą, a Szwecją doszło w 1655 r. Pretekstem były pretensje Jana Kazimierza do tronu szwedzkiego. Szwecja wykorzystała sytuację Polski, która prowadziła wojnę obronną przeciw ofensywie moskiewsko-kozackiej (wojna polsko-rosyjska).

Szwedzi pod dowództwem Arvida Wittenberga dotarli pod Siemczyn (21 lipiec 1655 r.). Armia liczyła prawie 17 tys. żołnierzy i 72 armaty. Przed dotarciem do polskiej granicy, wysłał do stojących pod Ujściem wojsk trębacza z żądaniem kapitulacji. Tam zebrało się pospolite ruszenie szlachty wielkopolskiej, prawdopodobnie 13 tys. i 1400 żołnierzy piechoty łanowej.

Wojskiem Polskim dowodzili wojewodowie z Poznania i Kalisza (K. Opaliński i A. K. Grudziński), po tym jak podskarbiego koronnego Bogusława Leszczyńskiego zmogła nagle choroba i wyjechał do Wrocławia. Piechotą łanową dowodził rotmistrz Władysław Michał Skoraszewski. Zadaniem zgromadzonych sił wielkopolskich była obrona przepraw na Noteci, by dać czas na przybycie sił głównych dowodzonych przez króla Jana Kazimierza. Przeprawa pod Ujściem miała znakomite walory obronne. Północny brzeg Noteci był bagnisty. Mostów na Gwdzie i Noteci bronił trudno dostępny szaniec na kępie.

Pierwsze wezwanie Szwedów do kapitulacji Polacy odrzucili, obsadzając przy tym przeprawy przez rzekę i zajmując tym samym dogodną pozycję do obrony, która trochę niwelowała ogromną przewagę armii szwedzkiej w wyszkoleniu i sile ognia. Wittenberg ustawił działa naprzeciw polskich szańców i rozpoczął kanonadę. Piechota łanowa, wspomagana przez ochotników, przez pięć godzin broniła swych pozycji, które osłaniały mosty przez Gwdę i Noteć. Dopiero gdy broniącej kępy piechocie łanowej skończyła się amunicja, Grudziński wydał rozkaz ewakuowania załogi z szańców, oddając Szwedom kępę.

Szwedzkie działa rozpoczęły ostrzał artyleryjski jazdy polskiej zgromadzonej na przeciwległym brzegu Noteci. W tym czasie, 4 km w dół rzeki, szwedzki oddział jazdy opanował przeprawę pod Dziembowem. Przez most przerzucono regiment gwardii pieszej. Na wieść o rysującym się oskrzydleniu, w obozie polskim wybuchł popłoch. Dowództwo okazało skłonność do rokowań.

Dnia 25 lipca podpisany został akt kapitulacji Wielkopolski. Po podpisaniu kapitulacji cała szlachta, z której składało się wielkopolskie pospolite ruszenie, zaproszona została na wystawną ucztę mającą uczcić szwedzkie panowanie.

Podpisany dokument przekazywał Karolowi Gustawowi pełną władzę nad województwami poznańskim i kaliskim, całość dóbr państwowych i kościelnych oraz miasta. Szwedzi uzyskali prawo do zaciągania piechoty. Szlachta otrzymała gwarancję swych swobód, a na urzędy powoływać miano tylko Polaków.

Biorąc pod uwagę niski poziom wyszkolenia szlacheckiego pospolitego ruszenia, utrzymanie linii Noteci, pomimo dogodnej do obrony pozycji, było w oczywisty sposób niemożliwe. Jednak dłuższy i bardziej zacięty opór mógł skłonić Szwedów do poszukania bardziej odległych przepraw, a to z kolei dałoby czas Wielkopolanom na odwrót w kierunku Torunia i połączenie swych sił z pospolitym ruszeniem Prus Królewskich. Wittenberg nie ścigałby ich, gdyż musiał wykonywać rozkazy królewskie, zgodnie z którymi miał maszerować na Poznań, by opanować linię Warty i tam czekać na armię królewską. To mogło wojskom polskim dać czas na zorganizowanie obrony.


Kapitulacja wojsk wielkopolskich całkowicie zmieniła sytuację, otwierając Szwedom drogę w głąb kraju, który niemal całkowicie pozbawiony był obrony z powodu zaangażowania wojsk koronnych w wojnie z Moskwą i Kozakami. Jednak Wittenberg zgodnie z pierwotnymi planami zajął bez walki Poznań i ruszył w stronę Środy, gdzie założył obóz i czekał na przybycie armii Karola Gustawa.

Podczas szwedzkiej okupacji, która stawała się coraz bardziej uciążliwa, nastroje zaczęły się zmieniać. Jeszcze w tym samym 1655 roku do walki przeciwko szwedzkim okupantom zerwała się Wielkopolska, która jako pierwsza została opanowana i jako pierwsza zdała sobie sprawę, że szwedzkie obietnice były kłamstwem, a Karol Gustaw nie miał najmniejszego zamiaru sięgać po polski tron, czego dobitnym dowodem dla szlachty wielkopolskiej były łupiestwa dokonywane przez regularną armię szwedzką. Najpierw wystąpili ci, którzy najmocniej odczuli skutki okupacji – a więc chłopi, mieszczanie i drobna szlachta. Do oporu skłaniały nie tylko niezwykle ciężkie podatki od sprzedaży płodów rolnych, z których najbardziej uciążliwa była akcyza od sprzedaży zboża, bydła, masła, serów i innych towarów spożywczych. Dodatkowym czynnikiem skłaniającym do oporu były samowolne rekwizycje dokonywane przez rozsyłane po całym kraju oddziały. Coraz liczniejsze grabieże i gwałty nie pozwoliły mieszkańcom Polski na zachowanie dotychczasowej bierności. Łupiestwa dokonywane na kościołach i klasztorach połączone z rozmyślną profanacją, a do tego obrażanie uczuć religijnych mieszkańców Polski wywołały powszechną nienawiść do najeźdźców, która wkrótce miała doprowadzić do powszechnej walki nacechowanej wyjątkowym okrucieństwem z obu stron.

Okupantowi pierwsza stawiła opór Wielkopolska. Już w sierpniu doszło do wystąpień chłopów. We wrześniu gwałty i grabieże szwedzkie doprowadziły do samorzutnego powstania pierwszych oddziałów samoobrony, które później przekształcić się miały w wojska partyzanckie. Coraz częściej dochodziło do sytuacji, w których szlachta nie pozwalała bezkarnie się ograbiać i z pomocą swych poddanych na własną rękę tępiła niewielkie oddziały szwedzkich grabieżców. Spośród największych magnatów wielkopolskich od początku przeciwko Szwedom opowiadał się wojewoda inowrocławski Jakub Hieronim Rozdrażewski.

Po zajęciu Wielkopolski przez wojska szwedzkie, K. Żegocki założył tuż za granicami Polski, w leżącym koło Zielonej Góry bazę, która miała stać się podstawą przyszłych działań partyzanckich. Śladem Żegockiego schroniło się wielu Polaków nie chcących uznać panowania Karola Gustawa oraz oddziałów wojskowych, które miały wkrótce dokonywać stąd wypadów przeciw Szwedom. Pierwszym poważnym sukcesem wielkopolskiej partyzantki było odniesione 4 października zwycięstwo oddziału Żegockiego pod Kościanem, zakończone zdobyciem miasta. Odniesiony przez Żegockiego sukces zachęcił innych dowódców do organizowania własnych oddziałów partyzanckich. Na wschodzie wkrótce doszło do wydarzeń, które znacząco poprawiły sytuację Polski. Po zapłaceniu okupu armia rosyjsko-kozacka Chmielnickiegovzwinęła oblężenie Lwowa 8 listopada, jednak już dwa dni później została otoczona przez potężną armię krymską chana Mehmeda IV, wspomaganą przez wojska garnizonu polskiego z Kamienia Podlaskiego dowodzone przez pułkownika Piotra Potockiego, Rosjan wypuszczono za okupem, za to Bohdan Chmielnicki zmuszony został około 20 listopada do podpisania traktatu zobowiązującego go do zerwania związków z carem i udzielenia pomocy Rzeczypospolitej.

7 maja 1656 roku między Dziećmiarkami, Sulinem, Dębnicą, Brzozogajem, Kłeckiem i Czechami wojska polskie dowodzone przez Stefana Czarnieckiego, Jerzego Lubomirskiego i Jana Sobieskiego stoczyły bitwę z armią szwedzką gen. Douglasa, dowodzoną przez brata królewskiego księcia Adolfa Jana.

W związku z wyprawą Czarnieckiego i Lubomirskiego do Wielkopolski, której celem było wsparcie miejscowej partyzantki, król Szwecji Karol X Gustaw, który niedawno wyrwał się z niezwykle trudnej sytuacji w widłach Wisły i Sanu, nie mógł pozwolić sobie i swoim żołnierzom na zbyt długi odpoczynek. By ratować szwedzkie panowanie w zagrożonej prowincji Karol Gustaw już 17 kwietnia wyruszył z Warszawy na czele 10 000 żołnierzy. Po kilkudniowym pościgu za uciekającymi wojskami koronnymi doszedł do wnosku, że nie uda mu się zmusić Polaków do bitwy, jeśli oni sami tego nie zechcą. Z tego powodu po dotarciu 28 kwietnia do Pakości ruszył z 2000 żołnierzy[4] do Prus, by wspólnie z Gustawem Stebockiem spróbować zdobyć Gdańsk. W Wielkopolsce z resztą sił król zostawił swego brata Adolfa.

Rozłożona na północnym brzegu Noteci armia koronna na wieść o zbliżaniu się wojsk szwedzkich skoncentrowała się 3 maja w Pile. Nie wiedząc, że Karol Gustaw ruszył do Prus, Czarniecki i Lubomirski 4 maja przeprawili się na drugi brzeg Noteci pod Ujściem i ruszyli na Oborniki. Po ominięciu Poznania armia polska dotarła 5 maja do Gniezna. Adolf Jan natomiast 6 maja znalazł się w Jabłkowie koło Kłecka - 15 kilometrów na północny wschód od Gniezna. Wiedząc już, że Karol Gustaw odszedł do Prus, dowódcy polscy doszli do wniosku, że z osłabionym wojskiem szwedzkim mają szansę na zwycięstwo. Zaprzestali więc ucieczki, by doprowadzić do bitwy.
Armia polska liczyła 10-12 tys. jazdy, 4-5 tys. pospolitego ruszenia oraz kilka tys. rabarzy natomiast armia szwedzka składała się z ponad 5 tys. jazdy, około 1000 piechoty[2] i dużej ilości dział. Według ułożonego przez Czarnieckiego planu bitwy przednia straż polska (dwa pułki jazdy dowodzone przez Mariusza Stanisława Jaskólskiego i Jacka Szemberka) miała wciągnąć Szwedów na groblę przechodzącą przez bagnistą rzeczkę Wełniankę w pobliżu wsi Brzozogaj. Podstęp ten miał wyprowadzić Szwedów na cztery pułki doborowej jazdy (dowodzone przez Jana Sapiehę, Dymitra Wiśniowieckiego, Jana Sobieskiego i Jakuba Potockiego), które przeprawione przez rzekę stały ukryte za lasem z zadaniem uderzenia na przechodzących przez rzekę Szwedów z dwóch stron jednocześnie . W przypadku, gdyby uderzenie tych 4 pułków nie przyniosło skutku, wtedy uderzyć miał sam Czarniecki.

Gdy zgodnie z planem po przejściu grobli pod Kłeckiem polska straż przednia w odpowiedzi na ogień wojsk Wrangla podjęła pozorowaną ucieczkę w kierunku przeprawy przez Wełniankę pod Brzozogajem, część żołnierzy szwedzkich spod komendy Wrangla ruszyła za uciekinierami. Plan wciągnięcia Szwedów w pułapkę nie powiódł się, gdyż dowódcy czterech ukrytych pułków widząc trudną sytuację wojsk Jakólskiego i Szemberka, zbyt wcześnie ruszyli im na pomoc. Co prawda pułki polskiej jazdy zdołały przebić się niemal do grobli pod Kłeckiem, niestety zostały zatrzymane.


Gdy nadeszło prawe skrzydło szwedzkie z księciem Adolfem Janem, Polacy wzięci zostali w dwa ognie i odcięci od głównych sił polskich, które stały za Wełnianką. W tej sytuacji polskie pułki musiały się ratować przed unicestwieniem i z tego powodu uciekły.


Szwedzi ścigali uciekających Polaków i jednocześnie przygotowywali się do przeprawy przez Wełniankę. Ponieważ błotnistą przeprawę pod Kłeckiem obsadziła szwedzka piechota i artyleria, Czarniecki zostawił Lubomirskiego na dotychczasowych pozycjach i sam z 5000 jazdy, w tym pułkami Witowskiego i królewskim, przeprawił się przez Wełniankę koło Dębnicy i zaatakował od tyłu złożone z rajtarów prawe skrzydło szwedzkie dowodzone przez Douglasa. Kilkakrotne szarże polskiej jazdy nie zdołały jednak złamać szyków szwedzkich, gdyż za każdym razem, gdy Polacy spychali rajtarów, powstrzymywał Polaków bardzo silny ogień muszkietów ukrytej w krzakach dragonii i dział. Opór prawego skrzydła szwedzkiego dał armii Jana Adolfa czas na konieczną zmianę frontu. Kombinując ogień z ruchem naprzód Szwedzi spychali na południe szarżującą jazdę polską. Widząc zbliżające się regimenty rajtarii i nie mogąc liczyć na szybką pomoc stojącego po drugiej stronie Wełnianki Lubomirskiego, Czarniecki późnym wieczorem rozkazał swym żołnierzom, by wycofali się na prawy brzeg rzeki. Pod naciskiem napierających wojsk szwedzkich odwrót zamienił się w paniczną ucieczkę. Polacy stracili ponad 1000 żołnierzy. Straty szwedzkie prawdopodobnie były o mniejsze.

Pamiętnikarz Mikołaj Jemiołowski zarzucił Lubomirskiemu, że nie przyszedł Czarnieckiemu z pomocą, jednak marszałek postąpił słusznie, gdyż przeprawiając się przez Wełniankę pod silnym ogniem piechoty i artylerii szwedzkiej naraziłby się na straty.


Bitwa pod Kłeckiem wykazała, że polska kawaleria nie jest w stanie pokonać armii szwedzkiej gdy ta dysponuje odpowiednio silnym ogniem piechoty i artylerii. Przyznał to Czarniecki, który stwierdził, że gdyby miał piechotę i artylerię, to wygrałby.


Armia koronna ruszyła przez Środę w kierunku Pleszewa by w końcu 16 maja stanąć w Uniejowie na kilkudniowy odpoczynek. Tutaj wodzowie polscy zamierzali przywrócić dyscyplinę wśród rozprzężonych oddziałów.

Sytuacja Szwedów w Wielkopolsce i na Kujawach, pomimo zwycięstwa, nie uległa wielkiej poprawie. Wkrótce po bitwie oddziały szlachty polskiej zdobyły Leszno, Kościan, Bolesławiec i Sieradz.


Po zaciętych bitwach, wypierano Szwedów z kraju; po śmierci Karola Gustawa, wobec wyczerpania obu stron podpisano w 1660 r. w Oliwie pokój - uzgodniono że Jan Kazimierz zrzeknie się praw do tronu szwedzkiego (ale będzie królem aż do swojej śmierci) oraz że Polska zrzeknie się szwedzkiej części Inflant.


Walka ze Szwecją była najbardziej rujnującą Rzeczypospolitą wojną w XVII w.
Utracono zabytki kultury narodowej i sakralnej, których nigdy nie odzyskano.
Ruina gospodarcza i osłabienie polityczne państwa doprowadziło do późniejszych rozbiorów.


*Materiały zebrał Bartłomiej Grabowski. Źródła:
  1. Zamek Kruszwicki, praca zbiorowa, 2014.
  2. Mała Encyklopedia Wojskowa, 1967.
  3. L. Podhordecki, Rapier i koncerz..., Warszawa 1985.
  4. Monografia kruszwicka, pod red. Grześkowiaka, Toruń 1965.
  5. B. Szymczak, Stosunki Rzeczypospolitej z Branderburgią i Prusami Książęcymi 1648-1558, Warszawa 2002.
  6. P. Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Warszawa 1985.
  7. L. Kubala, Wojna szwedzka w roku 1655-1656, Szkice historyczne.
  8. K. Jarochowski, Zdobywcy i okupanci staropolskiego Poznania, Poznań 2007.


1Za Samuel de Pufendorf.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Księża dekanatu kruszwickiego - męczennicy obozów koncentracyjnych

Dnia 26 sierpnia 1940 roku gestapo aresztowało 200 księży z rejencji inowrocławskiej. W dekanacie kruszwickim księża również zostali aresztowani, wywiezieni do obozów koncentracyjnych i zamęczeni. Tylko nielicznym udało się przeżyć. Oto ich historia.

  1. Brześć - ks. Dobromir Ziarniak (1906-1985), więzień obozu Dachau


Ksiądz Dobromir Ziarniak – autor kroniki parafialnej w Brześciu.

Urodził się w 1906 r. w Strzałkowie, pow. wrzesiński w wielodzietnej rodzinie kupca bławatnika Władysława i Anny z Adamskiech. Świadectwo dojrzałości uzyskał w gimnazjum św. Jana Kantego w Poznaniu, a po studiach w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu odebrał w 1931 r. święcenia kapłańskie. W tym roku został wikariuszem w parafii Zwiastowania NMP w Inowrocławiu. Podczas pobytu w Inowrocławiu był kapelanem szpitalny i więziennym. W 1936 r. został przeniesiony do Brześcia nad Gopłem, gdzie wzniósł nowy kościół i plebanię oraz dom katolicki. W domu owym ksiądz Dobromir prowadził Muzeum Wsi Kujawskiej. Po wybuchu II wojny został aresztowany, trafił do obozów koncentracyjnych, m.in. Dachau. Po wojnie pozostał w Niemczech, prowadząc pracę duszpasterską wśród Polaków. Po powrocie do kraju pracował m.in. W Nakle. Zmarł w Inowrocławiu w 1985r.


  1. Chełmce - ks. Antoni Ludwiczak (1878-1942), więzień obozu Dachau
Ks. Antoni Ludwiczak urodził się 16 maja 1878 roku w Kostrzynie koło Środy, w niezamożnej, wielodzietnej rodzinie pochodzenia chłopskiego. Uzdolnienia i pracowitość chłopaka zdecydowały, że udało mu się osiągnąć wykształcenie. Po ukończeniu szkoły ludowej na Śródce w Poznaniu, w latach 1891-1900 uczył się w renomowanym Gimnazjum św. Marii Magdaleny. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego, gdzie dwa lata kształcił się w Poznaniu, a potem rok w Seminarium w Gnieźnie. W 1903 r. przyjął święcenia kapłańskie. Były to lata kształtowania poglądów młodzieńca, zdobywania wiedzy i formowania duchowego.

W tatach 1903-1912, zgodnie z praktyką kościelną, młody dwudziestopięcioletni ksiądz wikary zdobywał doświadczenie w pracy duszpasterskiej na terenie kolejnych czterech parafii: w Lubaszu koło Czarnkowa, w Buku niedaleko Poznania i bliżej Śląska: w Ostrzeszowie i Ostrowie. Ten okres ukazał już wyraźne talenty księdza i przyniósł pierwsze jego osiągnięcia na niwie kapłańskiej i narodowej, przy parafii lubaskiej założył bibliotekę i czytelnię, dla ludności pobliskiego Gulcza prowadził pogadanki historyczne, dla rolników tego terenu założył spółdzielnię zaopatrzenia i zbytu pod nazwą „Rolnik”. W latach 1906-1907, w czasie pamiętnego strajku szkolnego dzieci polskich, które nie chciały uczyć się religii w języku niemieckim, z powodzeniem i uporem kierował protestem dzieci w szkole w Lubaszu.

Przenosząc się do Buku, zainteresowany szerzeniem oświaty i czytelnictwa wśród ludności, rozpoczął współpracę z Towarzystwem Czytelni Ludowych (dalej: TCL). W Ostrzeszowie prezesował już powiatowemu Komitetowe TCL, organizował modne wtedy wiece polskie, prowadził wykłady oświatowe, skromne biblioteczki towarzystw polskich połączył w jedną, zasobną bibliotekę tego Towarzystwa.
Doceniając rolę TCL, w tak potrzebnej pracy organizacyjnej mającej utrwalać polskość i patriotyzm jako przeciwwagę procesom germanizacji
w zaborze pruskim, coraz aktywniej działał w tej narodowej organizacji.
W październiku 1909 r. uczestniczył w I Sejmiku TCL, w czasie którego opowiedział się zdecydowanie za unowocześnieniem form pracy zarządów i bibliotek, za zwiększeniem więzi poznańskiej centrali TCL z terenem, poparł akcję druku tzw. Telegramów narodowych i rozwinął współpracę
z Polonią na wychodźstwie w Berlinie i na zachodzie Niemiec.

W Ostrowie, gdzie zadań do podjęcia było wiele, a społeczników gotowych do pracy tego typu zbyt mało, prowadził wielostronną działalność. Redagował czasopisma „Przyjaciel Dzieci” i „Przyjaciel Młodzieży”, prowadził tez biuro porad prawnych w Katolickim Związku Robotników Polskich, a jednocześnie coraz szerzej kontaktował się z poznańską elitą działaczy narodowych. Działał w sekcji kulturalnej poznańskiego towarzystwa „Straż”, organizującej dla młodzieży polskiej z terenów zagrożonych germanizacją wycieczki do historycznych centrów polskości, takich jak Kruszwica, Kraków, Poznań. W Zarządzie Głównym TCL, w sekcji planującej odczyty terenowe, programował ich tematykę i systematycznie wzrastającą częstotliwość.

Uzdolnienia organizacyjne ks. Antoniego Ludwiczaka i jego wyróżniająca się aktywność przesądziła o decyzji władz TCL powierzenia mu
w styczniu 1912 r. stanowiska sekretarza generalnego.

Odtąd kierować będzie – coraz skuteczniej – pracami TCL w całym zaborze pruskim: w Wielkopolsce, na Pomorzu, na Warmii i Mazurach, na Śląsku, a także w Zagłębiu Ruhry w Niemczech, najważniejsze osiągnięcia TCL, które do odzyskania niepodległości w 1919 r. stało się najprężniejszą narodową organizacją w zaborze, to przede wszystkim uaktywnianie kół i bibliotek terenowych TCL, zorganizowanie stałych, fachowych kursów szkoleniowych dla bibliotekarzy i skarbników TCL, założenie ponad 100 bibliotek TCL w Niemczech: w Berlinie, Westfalii i Nadrenii, w Bawarii i na Łużycach. Pod kierunkiem sekretarza generalnego TCL rozwinięto takie formy pracy bibliotecznej jak wykorzystywanie slajdów o tematyce narodowej, organizowano wyświetlanie filmów, organizowano wieczornice i wystawy książek, tworzono teatry amatorskie i muzea regionalne, uruchomiono zestawy biblioteczne ( po 100 woluminów ) przekazywane sukcesywnie bibliotekom dla urozmaicenia oferty czytelniczej. Ks. Ludwiczak – redaguje periodyk TCL „Przegląd Oświatowy” – wprowadził dział materiałów szkoleniowych, wskutek czego rozszerzył krąg czytelników i zwiększył wydatnie nakład pisma. Poza TCL działał także w Komisji Historycznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i w Towarzystwie Dziennikarzy i Literatów w Poznaniu, w którym założył archiwum.

Aktywność duszpasterska i społeczna ks. Ludwiczaka, z uwagi na jej rezultaty, była w latach 1910-1918 pilnie śledzona przez pruską policję i sporządzano o niej szczegółowe raporty dla władz.
Ciekawie i pragmatycznie ks. Ludwiczak kierował Towarzystwem w okresie I wojny światowej. W latach 1914-1918, gdy działalność TCL została mocno ograniczona z powodu poboru większości bibliotekarzy do wojska, ksiądz podjął dwie ważne decyzje. Zarządził akcję zabezpieczenia mieni i księgozbiorów TCL, by nie uległy rozproszeniu i mogły, już w wolnej Polsce, służyć dalej społeczeństwu.
Zainicjował też wspaniałą akcję nazwaną „książka polska w polu dla polskiego żołnierza”, w wyniku której TCL rozsyłało ksiązki i czasopisma, książeczki do nabożeństwa i obrazki religijne do polskich żołnierzy na frontach wojny, rannym Polakom do szpitali wojskowych, do obozów internowania i jenieckich , gdzie przebywali rodacy.

Wierząc głęboko w klęskę państw zaborczych i rychłe powstanie niepodległej Polski, prowadzi bez ustanku działalność szczególnie aktywną:
w latach 1917-1918 w Niemczech, gdzie uczestniczy w zebraniach i wicach polonijnych i organizuje kury oświatowe. W TCL powołuje – dla Górnego Śląska w Gliwicach i w Gdańsku dla Pomorza – odrębne sekretariaty Towarzystwa. Uczestniczy w komitetach wielkopolskich, które przygotowują struktury przyszłego państwa polskiego i utrzymuje kontakty z polskim Komitetem Lozańskim w Paryżu, który na konferencji w Wiedniu z udziałem delegatów z trzech zaborów, ustala kształt nowej Polski. Zadziwiająca była aktywność księdza pod koniec wojny. Wraz ze wzrostem temperatury politycznej wśród narodu, był organizatorem przygotowań powstania wielkopolskiego w Pniewach, w których zamieszkał od 1912 roku. Utworzył polską straż miejską, oddział bojowy, uruchomił Polski Czerwony Krzyż i zespół pielęgniarek, został kapelanem oddziału powstańczego.
Z początkiem grudnia 1918 r. uczestniczył w Poznaniu w historycznym Polskim Sejmie Dzielnicowym. Podsumowując swoją dotychczasową działalność powiedział w Dortmundzie: „Robiłem wszystko, aby wszyscy stanęli godni i przygotowani wobec chwili Zmartwychwstania”, najgorliwiej umacniał świadomość tożsamości Polaków i tak potrzebny wtedy patriotyzm.
W wolnej Polsce, w tatach 1919-1922, wobec wyzwania chwili zaangażował się w działalność polityczno-narodową. Utworzył Narodowe Stronnictwo Ludowe, dla uaktywnienia wielkopolskiej wsi i małych miasteczek. Od czerwca 1919r. został wybrany posłem do Sejmu Ustawodawczego, w którym działał w sejmowej Komisji Oświaty i wygłaszał płomienne przemówienia na rzecz dostępu Polski do wybrzeża morskiego z Gdańskiem i na rzecz przynależności do państwa polskiego Warmii, Mazur i Górnego Śląska.

W tatach 1920-1922, z nominacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych kierował Warmińskim Komitetem Plebiscytowym. Na Warmii, w okresie plebiscytu współpracował z poetą Janem Kasprowiczem i pisarzem Stefanem Żeromskim. W Poznaniu utworzył Komitet Obrony Górnego Śląska.
Po upływie kadencji poselskiej wycofał się z działalności politycznej, bo jak stwierdził: „nie znosiłem politykierstwa i waśni”. Odtąd zajął się wyłącznie działalnością oświatową. Uznał za swój cel nadrzędny kształtowanie w społeczeństwie postaw obywatelskich. Realizował go z powodzeniem, kierując rozległymi działaniami TCL w trzech województwach: pomorskim, śląskim i wielkopolskim. Jednocześnie z wielkim zatroskaniem myślał o młodym pokoleniu, zwłaszcza o tej licznej części młodzieży, która nie miała szans dalszego kształtowania się ponad poziomem szkoły podstawowej. W ramach tzw. Oświaty pozaszkolnej stworzył wielkie dzieło swojego życia – powołał w 1921r. pierwszy w Polsce katolicki Uniwersytet Ludowy w Dalkach, kształciła się tam młodzież, chłopcy i dziewczęta, głównie rolnicza i rzemieślnicza w wieku od 19 do 30 roku życia.

Po roku 1933, gdy zrezygnował z funkcji dyrektora TCL, zajmował się wyłącznie kierowaniem Dalkami. Po sukcesach pedagogicznych w Dalkach spowodował powołanie następnych uniwersytetów ludowych : w Zagórzu, potem w Bolszewie i Odolanowie. W tych uniwersytetach ludowych kształciła się młodzież, ponad 3 tysiące osób, z całego terenu Rzeczypospolitej, młodzież polonijna z zagranicy i młodzież serbo-łużycka.

Ks. A. Ludwiczak zarządzał Dalkami do 1938r. skąd na rok przeszedł na stanowisko proboszcza do Chełmca koło Inowrocławia, bowiem II wojna światowa przerwała jego twórczą działalności i pracowite życie. Już 2 listopada 1939r. ksiądz został aresztowany przez okupanta. Odtąd dwa i pół roku spędził w tragicznych warunkach obozów hitlerowskich: w Stutthofie, Sachsenhausen i w Dachu. Zginął zamordowany w komorze gazowej w Hartheim koło Linzu, w czerwcu 1942 roku.

Więzień Dachau, blok 30/1, nr 22576, ks. Antoni Ludwiczak

1 września 1939 roku wojska niemieckie wtargnęły na ziemię polską. Zaczęła się eksterminacja narodu polskiego, szczególnie zaciekła wobec elity umysłowej i najlepszych polskich patriotów. Nie uszedł tej nieszczącej przemocy ks. Antoni Ludwiczak. Dnia 2 listopada 1939 roku, proboszcz z Chełmc został aresztowany przez gestapo. Więziony był kolejno – w Inowrocławiu, Świeciu, Górnej Grupie i Gdańsku. Stamtąd został zesłany do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Następnie przebywał w Sachsenhausen (od 10 kwietnia 1940) i Dachau (od 14 grudnia 1940) – wtedy właśnie do tego obozu zwieziono księży. W Dachau więziony był w bloku 30/1, a w ewidencji obozowej oznaczono go numerem 22576.

Maltretowany, głodzony, upodlony, obozowe metody miały oduczyć więźniów ludzkich odruchów. Ksiądz Antoni wierzył w zwycięstwo sprawy polskiej, nie poddał się i podtrzymywał morale towarzyszy niedoli. Chciał żyć i dożyć chwili wolności. Mawiał, że nie da się zniszczyć, będzie choćby kamienie gryźć – aby żyć.

W dniu 18 maja 1942 roku został przewieziony w transporcie inwalidów do Hartheim koło Linzu. Z relacji więźniów wiadomo, że hitlerowcy, wpisując starszych wiekiem księży na listę do transportu, obiecywali im zwolnienie z obozu. Prawda była inna – 17 czerwca 1942 roku ks. Antoni Ludwiczak zginął w komorze gazowej. Żegnając się z kolegami przed wyjazdem na śmierć powiedział: „A nie zapomnijcie, że Polska musi być do Odry”.

  1. Ostrowo - ks. Mieczysław Strehl (1887-1941), więzień Dachau
Urodził się 1 stycznia 1887 r. w miejscowości Czarnice powiat Chojnice. 
Bohater z czasów Powstania Wielkopolskiego. W okresie międzywojennym prezez Kółka Rolniczego w Ostrowie nad Gopłem i członek Rady Powiatowej Kółek Rolniczych w Strzelnie. Działacz Narodowego Zjednoczenia Ludowego, a później Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Współorganizator i prezes honorowy Towarzystwa Powstańców i Wojaków w Ostrowie. Zaproszony na spotkanie z niemieckimi władzami okupacyjnymi w Inowrocławiu został na miejscu 02.11.1939 aresztowany (Niemcy zatrzymali 39 duchownych), więziony w więzieniu w Inowrocławiu. Stamtąd przewieziony do obozu przejściowego w Górnej Grupie, potem 05.02.1940 do obozu przejściowego Neufahrwasser, a następnie do obozów koncentracyjnych Stutthof i Sachsenhausen, i w końcu do obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie zginął.

  1. Kruszwica - ks. Stefan Schoenborn, (1885-1942), więzień Dachau
Urodził się w Barcinie 23 stycznia 1885 r. Wyświęcony 22 stycznia 1911 r. Był wikariuszem w: Szaradowie, Łabiszynie, Kcyni i Chomiąży. Administrował w Krostkowie i Kruszwicy. Proboszcz parafii Kruszwica 1919-1939 r. Budowniczy kościoła św. Teresy.

Za swoje przekonania i pomoc Polakom podczas powstania wielkopolskiego, został aresztowany przez Grenzschutz i uwięziony w Pile, kostrzyńskiej twierdzy (Fort Zorndorf) oraz w obozie jenieckim w Krośnie Odrzańskim.

Ksiądz Stefan wygłaszał piękne kazania odnoszące się do patriotyzmu. W 1925 roku z jego inicjatywy przeniesiono wszystkich poległych powstańców wielkopolskich w jedno miejsce wystawiając im jednocześnie grobowiec pomnik, który zachował się do dnia dzisiejszego. W 1925 za kościołem ewangelickim wystawiono za jego staraniem pomnik z figurą Chrystusa z krzyżem, pod którym dedykowano napis "Najświętszemu Sercu Jezusa niech będzie cześć i chwała na wieki r. 1925".

Zaproszony na spotkanie z niemieckimi władzami okupacyjnymi w Inowrocławiu (Podobnie jak inni księża z Kruszwicy i dekanatu) został na miejscu 02.11.1939 aresztowany (Niemcy zatrzymali 39 duchownych), więziony w więzieniu w Inowrocławiu. Stamtąd przewieziony do obozu przejściowego w Górnej Grupie, potem 05.02.1940 do obozu przejściowego Neufahrwasser, a następnie do obozów koncentracyjnych Stutthof i Sachsenhausen, i w końcu do obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie zginął, zamęczony 14 stycznia 1942 r.


  1. Kruszwica - ks. Jan Łój (1908-1942), więzień Dachau

Wikariusz parafii Kruszwica 1936-1939 r. Zamęczony 14 lipca 1942 r. w obozie koncentracyjnym Dachau. Urodził się w Młynicy 19 czerwca 1908 r. Święcenia otrzymał 16 czerwca 1934 r.


  1. Kruszwica- ks. Paweł Pękacki (z. 1953), więzień obozu Dachau
Prepozyt Kapituły Kruszwickiej. Proboszcz kruszwicki. Zmarł 3 stycznia 1953 r.
Był ostatnim kcyńskim, przedwojennym proboszczem. W związku z odpowiednimi zarządzeniami władz okupacyjnych w pierwszym okresie wojny i okupacji niemieckiej, kościół został zamknięty dla wiernych, a całe jego wewnętrzne wyposażenie, w tym i ołtarz główny i boczny zostały bezpowrotnie zniszczone Ksiądz Paweł trafił do obozu w Dachau. Od 1946 do 1949 roku – ks. Paweł Pękacki (przeżył obóz koncentracyjny w Dachau) powrócił i zarządzał kościołem w Kcyni.









  1. Kruszwica - ks. Leon Kijewski (1905-1976), więzień Dachau
Dziekan dekanatu kruszwickiego, odnowiciel kolegiaty. Urodził się w Linowcu 14 kwietnia 1905 r. Święcenia kapłańskie otrzymał 14 czerwca 1931 r. Zmarł w Kruszwicy 5 listopada 1976 r. Proboszcz parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła, od 1953 r. w Kruszwicy. Administrował również w Dźwierszno w 1936 r. Na parafii kruszwickiej do lat 70tych.








  1. Piaski - ks. Telesfor Kubicki (1905-1940), więzień Stutthof
Urodził się 16 stycznia 1905 r w Brzóstkowie koło Mogilna. Święcenia kapłańskie otrzymał w Poznaniu 14 czerwca 1931 r. Zmarł w obozie koncentracyjnym, w Stutthof 24 listopada 1940 r.
















  1. Polanowice – ks. Ksawery Krawczak (1906-1968), przeżył Dachau

Urodził się w 1906 r. Święcenia otrzymał 10 czerwca 1933 r. Był wikariuszem w Gnieźnie przez rok, od 1937 r. Od 1938 r. przejął obowiązki proboszcza w Polanowicach.

  1. Sławsk Wielki – ks. Karol Schwartz (1872-1952), przeżył Dachau
Urodził się w 1872 roku. Święcenia otrzymał 24 lutego 1898 r. Jako wikary pracował w Kamionkach przez 6 lat, aż do 1904 r. Potem pracował w Strzyżewo Wielkie, do 1914 r. Bóg wezwał go do siebie 16 kwietnia 1952 roku. Ksiądz Kanonik zmarł w wieku 82 lat, był również wieloletnim duszpasterzem w parafii w Sławsku Wielkim, a także administratorem w Strzelnie.








  1. Kościeszki – ks. Antoni Musiał (1906-1982), przeżył Dachau
Urodzony 23.05.1906 w Biesiadkach, syn Józefa i Anny. Święcenia kapłańskie – 12.06.1932 w Poznaniu. W roku 1937 obejmuje parafię Podlesie Kościelne pow. Wągrowiec jako administrator. Posługę w tej parafii pełni do roku 1940, kiedy to zostaje aresztowany przez Niemców i umieszczony w obozie koncentracyjnym w Dachau. Tam doczekał wyzwolenia w dniu 29.04.1945. We wrześniu 1947 wraca do parafii Podlesie Kościelne, przenosi siedzibę parafii do Sarbii, gdzie jest nieczynny solidny kościół protestancki / z czerwonej cegły / i przestronna pastorówka. Kościół przemianowano na rzymskokatolicki, a pastorówka staje się plebanią. Plebania w Podlesiu po okupacji nie nadawała się do pełnienia swojej funkcji. Proboszczem w parafii Podlesie Kościelne z siedzibą w Sarbii jest do sierpnia 1954 r., kiedy to przenosi się do parafii Kościeszki pow. Mogilno i od 1.09.1954 jest tam proboszczem. Proboszczem w Kościeszkach jest przez 15 lat, do 1.11.1969, wtedy przechodzi na emeryturę. Będąc w Kościeszkach, wybudował dla siebie dom w Unisławiu. Po przejściu na emeryturę w 1969 r. opuszcza Kościeszki i przenosi się do Unisławia do swojego domu.. W grudniu 1969 r. zostaje honorowym prałatem. Umiera 12.05.1981 r. w Unisławiu. Zostaje pochowany na cmentarzu przy tamtejszym kościele . Miejsce spoczynku wyznacza kamienna płyta nagrobna, a na niej rok urodzenia i rok zgonu. Opracowano na podstawie informacji obecnego proboszcza w Unisławiu I Jadwigi Jakubowskiej - siostrzenicy ks. Musiała. Zdjęcie płyty nagrobnej przysłała pracownica UG w Unisławiu. Bogusław Kwiatecki - 31.08.2014


Dachau, Niemiecki obóz koncentracyjny – na podstawie wywiadu ze świadkami

Niemiecki obóz koncentracyjny Dachau założono 22 marca 1933 r. na rozkaz Heinricha Himmlera w pobliżu miasteczka Dachau, 15 kilometrów na północny zachód od Monachium. Był to najstarszy obóz koncentracyjny. Dla okupowanej Europy stał się głównym ośrodkiem eksterminacji duchowieństwa, ze szczególnym okrucieństwem polskiej inteligencji i polskiego duchowieństwa. Podstawą istnienia obozu było rozporządzenie „o ochronie narodu i państwa” z dnia 28 lutego 1933 r. Celem władz obozowych było unicestwienie więźniów poprzez ciężką pracę, głód, brutalne metody postępowania i wykorzystanie do badań pseudomedycznych.

Arbeit macht Frei” (Praca daje wolność) czytali kapłani przybyli na plac apelowy obozu Dachau. Głodni i spragnieni księża stali na słońcu i wsłuchiwali się w listę obecności wyczytaną przez jednego z obozowych strażników. Potem skierowano ich do dużej izby, gdzie drobiazgowi pod względem administracyjnym Niemcy ponownie spisali personalia kapłanów. Od tej chwili byli więźniami - Häftlin, dla hitlerowców tylko numerem, niczym więcej. Przeszli do drugiej izby, gdzie zabrano im wszystkie rzeczy osobiste (medaliki, różaniec, książeczki do nabożeństwa, to co każdy miał przy sobie). Nadzy wpatrywali się jak strażnicy, tak po prostu wyrzucają wszystko do śmieci. Niektórzy księża przewidując rewizję ukryli medaliki, zakopali je w ziemi, część udało się ocalić. Później nastąpiło golenie głów, przy czym więźniów mocno okaleczano. Po kąpieli otrzymali oni pasiaste łachy, często niedopasowane. Na nogi otrzymali pantofle na drewnianej podeszwie. Blokowy i izbowy poinformował więźniów o obowiązującym regulaminie życia obozowego i zwyczajach panujących w obozie. Ważną sprawą była orientacja w szarżach esesmanów, którym trzeba było składać meldunki prawidłowo określając stopnie, gdyż za każde fałszywe określenie bito okrutnie lub zmuszano do wykonywania uciążliwych ćwiczeń. Po przydzieleniu łóżek, szafek i miejsc na pantofle rozpoczęła się lekcja słania łóżek „do kantu”. Była to jedna z szykan”.

Do głównych zajęć więźniów należała praca w kamieniołomach, mordercza i wyniszczająca, często 12 godzin na dobę. Ponieważ duchowni rzadko mieli wyuczony zawód, brano nas do najcięższych i najgorszych prac. Plagą była ogromna ilość wszy gnieżdżących się nie tylko w siennikach, ale w niezmienionej tygodniami bieliźnie i odzieży.

Mimo ciężkich obozowych warunków każdą wolną chwilę wypełniali modlitwą poranną i wieczorną z brewiarza, którą znali na pamięć. Odmawiali nowenny do św. Barbary, patronki dobrej śmierci, do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy o łaskę zdrowia, wytrwania i wolności. W krótkim czasie, te nowenny stały się ich wspólnymi modlitwami. Wiara w opatrzność Bożą dawała nadzieję przetrwania „piekła”.

Większość księży polskich, pracowała w Dachau na tzw. plantacjach. Były to wielohektarowe obszary pól i łąk. Praca tam była bardzo ciężka. Latem, w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg były nie do zniesienia (bielizny ciepłej nie otrzymywali).

W obozie nie było zwierząt pociągowych, zastępowali je księża. Zaprzęgali ich do pługa przy usuwaniu śniegu z obozu, do wozów, do bron i pługa przy uprawie roli, a nawet do wału ugniatającego szosę.

Do obowiązków kapłanów należało także noszenie trzy razy dziennie posiłków dla całego obozu. Kotły napełnione kawą lub zupą ważyły około 80 kilogramów. Kto nie mógł udźwignąć kotła był bity i kopany. Niemcy mówili <Klechy podają do stołu>: „Tam były kotły po 50 i 100 litrów. Kotły miały po jednej i po drugiej stronie uchwyty. Jeżeli uchwyty były wyrobione, to dłonie dotykały gorącego kotła, a to bolało. Był czas, że my księża musieliśmy nosić jedzenie obiadowe dla wszystkich baraków, a było nas tysiące więźniów. Każdy kocioł miał wypisany kolejny numer baraku. Trzeba było stanąć obok kotła i jak SS-man krzyknął, to musieliśmy kocioł podnieść i wyjść z nim. Najgorzej mieli ci księża, którym przypadły ostatnie baraki. W kuchni były dwa stopnie cementowe, zdarzały się potknięcia, szczególnie starszych księży, a wtedy wylana kawa lub zupa nie trafiała do baraków, a my byliśmy dotkliwie bici, często do nieprzytomności. Wszystkie te czynności należało wykonywać biegiem, przy krzykach i biciu. My, młodsi księżą staraliśmy się pomagać starszym. Pamiętam nieludzkie pobicie przy noszeniu ciężkich kotłów biskupa Michała Kozala. Już pozbawionego sił, izbowy Willy powalił na podłogę i skopał”- mówił ksiądz Leon Stępniak, najstarszy więzień ocalały z Dachau.

Głód, towarzyszący od rana do wieczora był jedną z największych udręk, jakie więźniowie przeżywali w Dachau. Racje żywnościowe nie były wystarczające. Jedzono wszystko, co nadawało się do jedzenia, trawy, kwiaty, robaki, żaby, jeża. Głód i choroby sprawiły, że słabsi, chorzy lub starsi księża, umierali.

Obóz Dachau wyzwolono 29 kwietnia 1945 r. Była niedziela, godzina 17.25, obóz został zdobyty przez niewielki oddział żołnierzy amerykańskich 7 armii generała Pattona. „Była piękna, słoneczna niedziela. Modliliśmy się, kiedy nagle usłyszeliśmy odgłosy niewielkiej – jak się okazało – grupy nadchodzących żołnierzy amerykańskich” - mówił ksiądz Leon. Na powitanie żołnierzy wybiegli wszyscy, którzy mogli się poruszać. Słyszało się niemilknącą, różnojęzyczną radość, brawurowe oklaski na cześć żołnierzy amerykańskich. Więźniowie rzucali się sobie w objęcia i całowali wzajemnie. Była to radość po tylu latach męki i udręczenia. Radość była tym większa, gdyż tego samego więźniowie dowiedzieli się, iż z rozkazu Heinricha Himmlera 33 tysiące więźniów miało być zastrzelonych o godzinie 21.00, a obóz ziszczony i spalony. Polscy kapłani mający wielkie nabożeństwo do św. Józefa Kaliskiego złożyli dnia 22 kwietnia 1945 roku ślubowanie o pielgrzymowaniu do Jego sanktuarium w Kaliszu w podzięce za wybawienie. Ci, którzy przeżyli, uznali wyzwolenie dnia 29 kwietnia 1945 r. za cud.

*Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła:
Anna Jagodzińska z d. Stępniak/bratanica.
O. Albert Z. Urbański „Duchowni w Dachau wspomnienia z przeżyć około dwóch tysięcy księży w hitlerowskim obozie koncentracyjnym” Kraków 1945.

"Inowrocławski słownik biograficzny", K-PTK 1991.

Rocznik Archidiecezji Gnieźnieńskiej.
K. Hewner, Kolegiata śś. Piotra i Pawła w Kruszwicy, Krusziwca 1998.
Katolik” nr 14 – 1.02.1919r. w artykuł „Okrucieństwa Grentzchutzu“.
D. Dąbrowska, Ks. Antoni Ludwiczak 1878-1942, Poznań 1988.



niedziela, 23 sierpnia 2015

Dawne zwyczaje i tradycje - święty Bartłomiej, Apostoł obdarty ze skóry

Święty Bartłomiej niegdyś czczony, w całej Polsce. W średniowieczu powstało wiele kościołów pod jego wezwaniem. W Sławsku Wielkim kościół pw. św. Bartłomieja obchodzi swoje święto. Niestety nasza wiedza o tym świętym jest naprawdę niewielka.

Był jednym z dwunastu Apostołów. Niektórzy utożsamiają go z Natanielem z Kany Galilejskiej – panem młodym, na którego weselu byli Jezus i Matka Boska. Ojciec jego zwał się Tolomai. Jak wszyscy apostołowie pochodził z ubogiej rybackiej rodziny. Był świadkiem cudów Jezusa, patrzył na Jego mękę i śmierć, a później na zmartwychwstanie, otrzymał w dzień Zielonych Świąt Ducha Świętego i oświecony Jego darami poszedł głosić ewangelię. Jako pole działalności apostolskiej przypadła mu Mezopotamia. Dokonał tam wielu cudów; uwolnił od szatana ukochaną córeczkę króla, nawrócił licznych pogan. Legenda głosi, że zmusił czarta, przebywającego w jednej z bałwochwalczych świątyń, do wyznania prawdy. „Wśród strasznych języków wyznał duch piekielny, że on to za pomocą martwego posągu okłamuje króla i jego poddanych. Jeden jest tylko bóg, a tego Boga głosi Bartłomiej. Nakazał mu potem apostoł, żeby opuścił wszystkie posągi bożków i natychmiast je zdruzgotał. Szatan usłuchał; w tej chwili posągi całego miasta w drobne kawałki się rozwaliły.

Król na tak jasny dowód, że Bartłomiej głosi prawdę, przyjął chrzest św. Za jego przykładem poszedł cały dwór, poszła stolica i 12 miast przedniejszych”.

Wydarzenia te ogromnie wzburzyły pogańskich kapłanów. Poczuli, że ich pozycja jest zagrożona, ale szybko znaleźli sprzymierzeńca w osobie królewskiego brata – Astjagesa. Oskarżyli przed nim Bartłomieja jako wroga państwa. Świętego pojmano i nakazano mu złożyć ofiary bożkom. Kiedy św. Bartłomiej po licznych torturach i upokorzeniach wciąż trwał w wierności dla Chrystusa, Astjages wydał okrutny rozkaz, by Bartłomieja odarto ze skóry, a później ścięto. Rozkaz został wykonany.

Chrześcijanie pieczołowicie zaopiekowali się szczątkami męczennika.

Kościół katolicki czci go jako szczególnego patrona grzeszników, jako tego, który najbardziej cierpiał spośród wszystkich męczenników i dlatego znalazł u Boga wyjątkową łaskę i nie ustaje w próbach o nawrócenie ludzi zagubionych.

Św. Bartłomiej był postacią niezwykle popularną na polskiej wsi. Świadczą o tym dziesiątki przysłów, w których ten święty jest wspominany. Są wśród nich takie, które nawiązują do sposobu, w jaki święty oddał życie: „Nie darmo najwięcej po wsiach Bartków, bo co chłop, mówimy: Bartek ze wsi, bo ich ze skóry łupią”; a jeśli ktoś oskubywał skórę z chleba, mówiono: „Nie rób Bartka z chleba”. Chleb też jest święty.

W wielu domach gospodynie wyrabiały w tym dniu masło. Specjalną porcję odkładały na później, jako uświęcony męczeństwem św. Bartłomieja lek na okaleczenia, rany i różne choroby skóry.

Najwięcej było przysłów przypominających, że to już koniec lata: „Bartłomiej zwiastuje, jaka jesień następuje i czy w przyszłym latku dożyjesz dostatku”, „Na Bartłomieja apostoła bocian do drogi dzieci woła”, „Po świętym Bartłomieju pełno golizny w polach”, „Święty Bartłomiej dorzuci drewek na płomień”. Dnie coraz krótsze, więc „święty Bartłomiej przyniesie świeczkę nad komin”.

W polu czas na prace jesienne, sianie ozimin: „Gospodarz dobry rok poczyna na świętego Bartłomieja”; „Ze świętym Bartłomiejem pierwsze ziarno siejem”. W niektórych rejonach Polski wierzono, że w tym dniu pola będą bezpieczne od gradu.

W sadach kusiły dojrzałe owoce, „Na święty Bartek owocu dostatek”, „Na święty Bartłomi śliweczka zapłoni”.

Ptaki odchowały swoje młode i odlatywały. W borach wyrosło nowe pokolenie zwierzyny,, wkrótce zaczną się polowania. Wprawdzie to nie chłopska rzecz, ale wszystko, co się dzieło na oczach wsi, zapadało w jej świadomość. „Na świętego Bartłomieja po raz pierwszy jęknie knieja”, „Na świętego Bartka lęka się zając chartka”.


W parafii świętego Bartłomieja, w Sławsku Wielkim co rok obchodzony jest odpust parafialny. Święto przypada 24 sierpnia.

*Opracowanie na podstawie książki E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Pogotowie Wojenne Ziemi Kujawskiej - powstanie PCK Kruszwica

W Kruszwicy przy ulicy Rybackiej istnieje ośrodek zdrowia, którego historia sięga pierwszej połowy XX wieku. Wybudowano go w 1948 r. wówczas posiadał 8 izb mieszczących poradnie: dzieci zdrowych . Dzieci chorych, dla kobiet, dentystyczną i sportowo-lekarską. Krótko po II Wojnie Światowej urzędowało w ośrodku trzech lekarzy medycyny, 2 lekarzy stomatologów i 1 technik dentystyczny. Na terenie miasta działała również apteka, założona około 1860 r. Po wojnie pracowało w niej 2 farmaceutów.

Początek służby zdrowia, Polskiego Czerwonego Krzyża związane są z wojskiem. Już 8 listopada 1918 r. powstała organizacja, która dała mocny fundament pod późniejszy PCK. Nosiła nazwę Pogotowia Wojennego Ziemi Kujawskiej i zajmowała się niesieniem pomocy rannym żołnierzom i cywilom.

Powołanie PWZK na Kujawach przypisuje się Marii Kretowskiej. Dzięki niej spotkali się przedstawiciele ziemiaństwa i miejskiej inteligencji, aby utworzyć Pogotowie Wojenne. Pierwszą Prezeską była Anna Boye, a spotkanie miało miejsce we Włocławku.

W 1918/19 r. PWZK niosła pomoc materialną - odzież, koce, żywność, lekarstwa, a także różne formy szkolenia dla działaczy i wolontariuszy, by wiedzieli, jak tę pomoc najskuteczniej nieść. Z pomocy tej korzystały pułki na froncie wojennym.
Po zatwierdzeniu przez rząd statutu Polskiego Towarzystwa Czerwonego Krzyża na zebraniu konstytucyjnym 27 kwietnia 1919 wybrano Zarząd Główny, prezesem został Paweł Sapieha, a po jego rezygnacji Helena Paderewska.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., w punkcie odżywczym posiłek otrzymało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, a także wydano w tym czasie, wojsku walczącym w okopach, środki opatrunkowe i żywność.






*Opracowanie Bartłomiej Grabowski na podstawie Kruszwica zarys monograficzny, pod. red. J. Grześkowiaka, Toruń 1965.
**Fotografie ze zbiorów NTH